Czytam, liczę, piszę - logo

Baza wiedzy

Katarzyna Bogdanowicz
10-09-2013

Nie udało mi się polubić dysleksji. Wywiad z Katarzyną Bogdanowicz cz. 2

Prezentujemy drugą część wywiadu z doktorem psychologii, autorką książki "Dysleksja a nauczenia języków obcych", Katarzyną Bogdanowicz.

Komentarze: 0

Kategoria: Wszystkie artykuły, Wywiady

W poprzedniej części naszego wywiadu rozmawiałyśmy o tym, jak czuje się dziecko z dysleksją w szkole, o postrzeganiu dysleksji oraz społecznych konsekwencjach tego zaburzenia. Dziś chciałam zapytać o tym jak rodzice dzieci z dysleksją mogą im pomóc zbudować poczucie własnej wartości i sprawczości, niezależne od początkowych szkolnych porażek?

Dzieci z dysleksją potrzebują większego niż dzieci bez zaburzeń wsparcia ze strony swoich rodziców. Wsparcie to powinno przyjmować różne formy. Po pierwsze rodzice mają obowiązek zapewnić swoim dzieciom pomoc w nauce i to od momentu dostrzeżenia pierwszych przejawów trudności w uczeniu się czytania i pisania. Zaniedbanie potrzeb dziecka w tym zakresie może mieć bardzo negatywne konsekwencje zarówno dla jego postępów w nauce, jak i samooceny i stosunku do szkoły.

Po drugie rodzice powinni umieć stawiać dziecku wymagania dostosowane do jego możliwości i potrzeb. Zbyt małe wymagania (np. regularne wyręczanie dziecka w odrabianiu prac domowych) są wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności. Zbyt wysokie wymagania mogą prowadzić do frustracji i niechęci w stosunku do obowiązków szkolnych.

Kiedy jako psycholog pracowałam w poradni oraz uczyłam języka angielskiego w szkole, zetknęłam się z wieloma przykładami zachowań dorosłych, które uważam za nie do przyjęcia. Warto jednocześnie zaznaczyć, że rodzice, o których zaraz opowiem, nie mieli świadomości, że robią swojemu dziecku krzywdę.

Zdarzało mi się między innymi spotkać takich rodziców, którzy stosując autorytarny styl wychowania, oczekiwali, że jeśli zamkną swoje dyslektyczne dziecko z książką w pokoju, to w końcu samo nauczy się czytać. Nieraz rozmawiałam z rodzicami, którzy karali swoje dziecko za niepowodzenia w nauce czytania lub pisania, ograniczając mu możliwość realizowania jego zainteresowań i pasji („Póki nie nauczyć się pisać, nie będziesz grać w siatkówkę”). Zdarzało mi się też być świadkiem sytuacji, w których wykształcony rodzic pytał o postępy swojego dziecka, używając pod jego adresem negatywnych epitetów („Czy mój osiołek się dzisiaj czegoś nauczył?”).         

Jak rodzic powinien podejść do faktu wystąpienia dysleksji u swojego dziecka - mówić z nim o tym otwarcie, czy nie nazywać problemu, podejmując oczywiście działania wyrównawcze? Jak uniknąć ryzyka, że dziecko wiedząc o swoich wrodzonych trudnościach w nauce zacznie samo sobie przyznawać taryfę ulgową lub wręcz podda się w walce o postępy w nauce?

Osobiście jestem zwolennikiem partnerskich relacji w rodzinie. Uważam, że uczciwość i mówienie sobie prawdy jest wyrazem szacunku i zaufania ludzi do siebie nawzajem. Mali ludzie także zasługują na prawdę. Jednak nie wystarczy przekazać dziecku informacji, że ma dysleksję. Trzeba z nim rozmawiać o przyczynach i skutkach tego zaburzenia. Należy mu wyjaśnić, że dysleksja nie może być wymówką od pracy. Myślę, że rodzice, którzy mają dobry kontakt ze swoimi dziećmi, nie będą mieli problemu z wykształceniem prawidłowej postawy dziecka wobec dysleksji.   

Pomoc rodzica w nauce jest często nieodzowna. Jak jednak przy tym uniknąć wykształcenia w dziecku biernej postawy wobec nauki i braku odpowiedzialności za własne postępy (samo niczego nie zrobi, będzie czekało, aż rodzic rozwiąże z nim - lub za nie - pracę domową)?

Obawiam się, że nie da się tego wyjaśnić w kilku zdaniach. Podobnie jak nie ma przepisu na bycie dobrym rodzicem. Jeśli się nie mylę, w procesie wychowania jest wiele sytuacji, w których rodzic chce pomagać swojemu dziecku. Jednocześnie jednak musi uważać, aby nie wykształcić w dziecku biernej postawy wobec wyzwań i braku odpowiedzialności za własne wybory. Podejrzewam, że rozsądny rodzic, który potrafi znaleźć równowagę między wpieraniem i wymaganiem, bez trudu znajdzie złoty środek w opisanej sytuacji.

Czy są jakieś aktywności pozaszkolne, których podjęcie daje dobre rezultaty w niwelowaniu skutków dysleksji? Myślę tu o zajęciach takich jak szachy, gra na instrumentach muzycznych, żonglerka czy inne aktywności sportowe.

Wśród praktyków zdania w tej kwestii są podzielone. Jednocześnie jednak brakuje dowodów naukowych, które by potwierdzały tego typu opinie. Na pewno w przypadku uczniów z dysleksją nie ma przeciwwskazań, aby grali w szachy, zajmowali się muzyką i sportem. Zachęcam do tego wszystkich uczniów - nie tylko tych z dysleksją, choć może tym ostatnim są szczególnie potrzebne, bo dają im szansę osiągnięcia sukcesu.

Czy istnieją jakieś zawody, których dyslektycy nie mogą lub nie powinni uprawiać?

W odpowiedzi pozwolę sobie zacytować mojego kolegę - Marcina Szczerbińskiego, który w Gdańsku w 2009 na konferencji dotyczącej dysleksji w wieku dorosłym, powiedział, że jest przeciwny wszelkim formom dyskryminacji. Jego zdaniem dyskryminacją jest zabronienie osobom z dysleksją studiowania na określonym kierunku czy wykonywania wybranego zawodu. Jednocześnie jednak przypomniał, że osoby z dysleksją są różne. Jeśli absolwent filologii polskiej nie potrafi wypełniać obowiązków nauczyciela języka polskiego (poprawić wypracowania, poprawnie pisać czy płynnie czytać), nie powinien wykonywać tego zawodu.

Analogicznie na akademię muzyczną nie przyjmuje się osób, którym brakuje słuchu muzycznego, czy które nie potrafią opanować gry na instrumencie muzycznym. W pełni zgadzam się z zaprezentowaną tutaj opinią. Tym bardziej, że sama jestem przykładem osoby z dysleksją, której udało się przekroczyć własne ograniczenia. Ukończyłam filologię polską, posiadam kwalifikacje nauczyciela języka angielskiego i z powodzeniem uczyłam tego języka przez kilkanaście lat.

Dysleksja jest postrzegana przede wszystkim jako ograniczenie i utrudnienie życia. Przykłady znanych osób z dysleksją (wśród nich m.in. Albert Einstein czy Thomas Edison) dowodzą jednak, że nie wyklucza ona sukcesu zawodowego ani wybitnych osiągnięć. Czy można więc powiedzieć, że jest ona nie tylko zagrożeniem, ale także szansą? Czy dyslektycy są szczególnie uzdolnieni w niektórych dziedzinach?

Osobiście jestem sceptyczna wobec tezy, że osoby z dysleksją górują nad osobami bez tego zaburzenia pod względem jakiś zdolności czy umiejętności. Tym bardziej, że brakuje jednoznacznych dowodów naukowych potwierdzających takie doniesienia. W literaturze, a w szczególności w publikacjach popularnonaukowych można spotkać się zarówno z przekonaniem, że osoby z dysleksją są szczególnie uzdolnione pod względem zdolności wzrokowo-przestrzennych jak i że mają w tym względzie deficyty.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku umiejętności społecznych. Można się także spotkać z przekonaniami, że dyslektycy są bardziej kreatywni lub bardziej ambitni niż ich rówieśnicy. Czytelników zainteresowanych tą tematyką odsyłam do książki Thomasa Westa "In the mind's eye" z 1991 roku, w której dokonał wnikliwej analizy biografii i prac wybitnych uczonych, m.in. Einsteina, Edisona i Churchilla. Życiorysy osób z niepowodzeniami szkolnymi to bardzo pouczający materiał.

Dowodzi tego także lektura książki „Portrety nie tylko sławnych osób z dysleksją” mojej mamy - prof. Marty Bogdanowicz. W badaniach, które prowadziłam razem z dr Martą Łockiewicz na populacji studentów z dysleksją, nie udało nam się potwierdzić, że osoby z dysleksją maja jakieś szczególne zdolności czy umiejętności. Udało się jedynie dowieść, że dorośli z dysleksją mają wyższe aspiracje niż grupa kontrolna.  Przynajmniej tak deklarowali w wypełnionych przez siebie kwestionariuszach.

Pani także stanowi przykład osoby, której dysleksja nie stanęła na przeszkodzie w rozwoju zawodowym. Jest pani doktorem psychologii, anglistką i pedagogiem, ekspertem do spraw nauczania uczniów z dysleksją. Czy zdołała pani polubić własną dysleksję?

Odpowiem krótko: niestety nie udało mi się. I chociaż niejaki Ronald Davis uparcie nazywa dysleksję darem, ja osobiście nikomu nie życzę takiego… daru. Na pocieszenie dodam, że Polska zmienia się na lepsze, tzn. staje się krajem coraz bardziej przyjaznym osobom z dysleksją. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że będąc członkami Unii Europejskiej, przejmujemy pewne poglądy i postawy z Zachodu. Po drugie rośnie poziom wykształcenia Polaków, a wraz z wiedzą zwiększa się świadomość istnienia pewnych zaburzeń. Trzecim powodem jest fakt, że systematycznie przybywa osób ze zdiagnozowaną dysleksją, więc coraz trudniej jest „niedowiarkom” podtrzymywać przekonanie, że dysleksja nie istnieje.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również

Słowa kluczowe: dysleksja, katarzyna bogdanowicz, wywiad,

Katarzyna Bogdanowicz

O Autorze:

Katarzyna Bogdanowicz

Doktor psychologii, a także absolwentka Wydziału Filologiczno-Historycznego UG. Posiada Certyficate of Proficiency in English (CPE), Certificate in English Teaching to Adults (CELTA) i kwalifikacje z zakresu terapii pedagogicznej. Przez kilkanaście lat pracowała jako nauczyciel języka angielskiego, specjalizując się w pomocy osobom z dysleksją. Aktualnie zatrudniona w Instytucie Badań Edukacyjnych w Warszawie na stanowisku adiunkta.

Komentarze: 0

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony.

Dlaczego warto ćwiczyć z nami?

why-us-6

Bezpieczeństwo danych dziecka

why-us-3

Dziecko pod okiem eksperta

why-us-5

Brak instalacji

why-us-2

Wstępna diagnoza problemów

why-us-4

Indywidualny zestaw ćwiczeń

example-image

Ćwiczysz w domu kiedy chcesz

Rozpocznij trening

Partnerzy